Zastanawiałam sie, czy naszym meteorologom znów uda sie bez pudła przewidziec pogodę. Niestety tak. Już w sobotę coś białego wirowało, leżała taka cieńka warstewka bieli , zapowiadajac nadejście zimy, tej srogiej pani, o jakiej dzieci uczą się w szkole. Wczoraj miałam wiele palnów, ale spelzły na niczym. Czulam ogromne zmęczenie , senność. W powietrzu czuć było zmianę . To takie dziwne odczucie, ale ono było białawe, lekko srebrne. Powietrze zrobiło sie ostre, zimne. Oj, nie chciało się wychodzić! Nie lubię zimy. W niedzielę mogłam pozwolic sobie na lenistwo, ale dziś trzeba było wstać wczesniej, bo śnieg od wieczorajszego wieczoru sypał , wyszykowac sie do pracy i ...dojechac do niej. Kiedy już sie poopatulałam i wyszłam z domu, moje autko pzrypominało biały kopczyk. Przez 15 min zapadałam sie w śniegu , łażąc wokół i zrzucając pól metra puchu. Pod kołami ślisko.Źle sie jechało. No, nawet tiry posuwały sie wolno. Jeden sie wyrwał szybciej i naprawdę się wystraszyłam. Widziałam wielką kabinę tuz przed sobą. Okropne odczucie. Do pracy się trochę spóźniłam,ale wcale sie nie przejmuję.Ważniejsze moje bezpieczeństwo. Zanim po pracy mogłąm ruszyć w drogę powrotną,ponownie trzeba było odsnieżyć autko. O ile to możliwe jechało sie jeszcze gorzej.
Byłam bardzo zmęczona , gdy wreszcie dotarłam do domu. Teraz mogę sie ogrzać, zrobić obiad i przede wszytkim napić dobrej gorącej herbaty. A za oknem nadal sypie. Zza szyby całkiem ładnie to wygląda. Biel, sypiacy snieżek, drzewa niemal całkowicie przysypane puchem. Tak, ale znów nadejdzie ranek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz