poniedziałek, 29 listopada 2010

Biało...

Zastanawiałam sie, czy naszym meteorologom znów uda sie bez pudła przewidziec pogodę. Niestety  tak. Już w sobotę coś białego wirowało, leżała taka cieńka warstewka bieli , zapowiadajac nadejście zimy, tej srogiej pani, o jakiej dzieci uczą się w szkole. Wczoraj miałam wiele palnów, ale spelzły na niczym. Czulam ogromne zmęczenie , senność. W powietrzu czuć było zmianę . To takie dziwne odczucie, ale ono było białawe, lekko srebrne. Powietrze zrobiło sie ostre, zimne. Oj, nie chciało się wychodzić! Nie lubię zimy. W niedzielę mogłam pozwolic sobie na lenistwo, ale dziś trzeba było wstać wczesniej, bo śnieg od wieczorajszego wieczoru sypał , wyszykowac sie do pracy i ...dojechac do niej. Kiedy już sie poopatulałam i wyszłam z domu, moje autko pzrypominało biały kopczyk. Przez 15 min zapadałam sie w śniegu , łażąc wokół i zrzucając pól metra puchu. Pod kołami ślisko.Źle sie jechało. No, nawet tiry posuwały sie wolno. Jeden  sie wyrwał szybciej i naprawdę się wystraszyłam. Widziałam wielką kabinę  tuz przed sobą. Okropne odczucie. Do pracy się trochę spóźniłam,ale  wcale sie nie przejmuję.Ważniejsze moje bezpieczeństwo. Zanim po pracy mogłąm ruszyć w drogę powrotną,ponownie  trzeba było odsnieżyć autko. O ile to możliwe jechało sie jeszcze gorzej.
Byłam bardzo zmęczona , gdy wreszcie dotarłam do domu. Teraz mogę sie ogrzać, zrobić obiad i przede wszytkim napić dobrej gorącej herbaty. A za oknem nadal sypie. Zza szyby całkiem ładnie to wygląda. Biel, sypiacy snieżek, drzewa niemal całkowicie przysypane puchem. Tak, ale znów nadejdzie ranek.

niedziela, 28 listopada 2010

Książki, komentarze

Nie mialam czasu w minionym tygodniu. Pracy aż nadto. Czasem nie wiem,gdzie ręce włożyć. Na jakieś sprway prywantne nie ma chwili, o sprzataniu nawet nie ma co mówić.  Unijny projekt , w jaki weszliśmy też nakłada wiele dodatkowej pracy. Ksiażki  czytam z przyjemnoscią, ale nie mam kiedy o nich pisac. Z drugiej strony czy warto aż tak starannie przekazywać   wrazenia z lektury?  trafiam przecież na blogi - i to całkiem sporo- w których jest tylko krótka notka. W końcu  u mnie  nie roi sie od komentarzy, wiec wielkiej biedy ze skrótowca nie będzie. Musze się zastanowić.
Dostałam 2 paczki , jedną z Muzy już 2 tyg. temu  i w zeszłym tygodniu z PWN 3 ksiazki.  Cieszy mnie to, a troche dziwi. Z Muzy juz od dawna dostaje,ale PWN to nowa sprawa. 
 Wczoraj pokazałam fotki na blogu . Ilość komentarzy zawrotna ...aż 1. Naprawdę nie wiem , w czym tkwi problem. Wejśc jest dużo, ale bezsłownych. Gdzie indziej po kilkanascie  albo i 30  o książkach tych samych lub podobnych tematycznie. Świat blogów też ma swoje kręgi.
Na razie będę  jeszcze pisała. Dopóki  są egzemplarze recenzenckie. Potem zobaczymy.
Muszę wracac do pracy.

czwartek, 11 listopada 2010

A miało być tak dobrze...

Tak sobie przyrzekałam ,że postaram się pisać w miarę systematycznie. Niezbyt mi się  udaje. Cóż 1 i 2 listopada to dla mnie bardzo trudne przeżycie. Nienawidzę cmentarzy. Mam na nich wszystkich swoich bliskich. I nie potrafię raz w tygodniu  chodzić tam, myć , sprzątać . Nie mogłam się przemóc psychicznie, gdy byłam młodsza i  nic mi specjalnie nie dolegało. Teraz  przy zapaleniu stawów  nie daję rady też fizycznie. Moje ręce są zbyt słabe. Bardzo się w tym roku martwiłam. Nawet w pracy  nie mogłam się skupić , bo myślałam o grobach. Byłam bardzo zaskoczona , gdy odebrałam telefon , a dzwoniącą okazała się koleżanka z pracy. I zaoferowała mi pomoc , bo , jak powiedziała , byłam taka smutna i zmartwiona. Nie ukrywam – wzruszyło mnie to i bardzo ujęło. Musiałam jednak poradzić sobie sama., chcąc przyrzekłam B., że w razie konieczności zadzwonię. Dobrze ,że te dni już za mną. Czasem zazdrostce tym, którzy sa na cmentarzu codziennie i sprawia im to przyjemność.
Cieszę się, że dziś wolne.
Święto narodowe. Ważna data , ważne wydarzenie. U mnie obchody skromne. Włodarze miasta i trochę ludzi w deszczu przemaszerowało ulicami miasta. Z roku na rok zauważam wiecej wywieszonych flag.  To dobrze. Zwykli  ludzie  powspominają , pomyślą , wywieszą  biało-czerwoną. Uczczą ten dzień. Ja już na blogu o książkach pisać na takie tematy nie będę . Nigdy nie ukrywałam, że  wzrusza mnie nasza historia, niektóre jej wydarzenia zaś szczególnie. Zostawię to sobie.
Wczoraj przyszły  ksiązki z wydawnictwa. Mam nadzieję, że  powieści mi się spodobają . Trochę eksperymentalnie wybrałam prócz Zafona. Tak bardzo bym chciała jakieś powieści historyczne lub dobry kryminał. Trudno nieco trafić na cos interesującego , odkąd mi księgarnię skasowali. Internetowe to często strzał w ciemno. Jeśli zna się już autora, ryzyko jest mniejsze, ale przy  nowych nazwiskach – duże. Pewnie, że zaglądam na blogi. Spisuję tytuły, ale niekoniecznie powieść świetna dla jednej osoby  jest taka też dla drugiej. Martwi mnie ,że dobre księgarnie mam tak daleko , aż 40 km. W bibliotekach rzadko na coś trafiam. Ostatnio czytałam  dobry kryminał Deona Meyera „Martwi za życia”.(recenzji jeszcze nie napisałam) Gdy zobaczyłam jego następną powieść , kupiłam. Zaczęłam dziś  czytać , ale  jest jakaś inna , bardziej polityczna. A to już mnie dużo mniej pociąga.
Jestem też zadowolona, że zamieściłam recenzje kryminału Yrsy „Lód w żyłach”. Świetny. Już  chyba z 10 dni temu przeczytany , a czasu brak. W pracy tyle do pisania, poprawiania, jakieś  szkolenia, teraz jeszcze projekt unijny. Wracam całkowicie padnięta . marzę tylko o odpoczynku i chociaż to, co chcę napisać na blogu , mam w głowie ułożone, nie mam siły stukać w klawisze.
Mam nadzieje, ze w ciągu weekendu zdążę jeszcze napisać o dobrej powieści historycznej.  
                                                                 
Ku pamięci 11.11.1918 roku - powitanie J.Piłsudskiego

niedziela, 31 października 2010

No to zaczynam

Postanowiłam założyć jeszcze jednego bloga, na którym chcę zamieszczać krótkie notki  o różnych sprawach dnia codziennego, refleksje , przemyślenia, a pewnie też znajdzie sie trochę o przeżyciach , które negatywnie działają na moje emocje. Nie zapomnę jeśli będzie coś miłego. Zapewne też pojawią się notki o książkach ,bez których nie wyobrażam sobie życia. Na blogu, który założyłam ponad 2 lata temu, zamieszczam tylko recenzje książek, chociaż nie nadążam. Szybciej  czytam niz piszę. Nazbierało się trochę zaległości.
Dzis ostatni dzień października. Żegnam się z miesiącem , który bardzo lubię. I z zadowoleniem spoglądam przez okno, bo widzę słońce. Powinien byc piękny dzień, jakich początek jesieni skąpił. Co prawda moje drzewo w ciągu tygodnia straciło wszystkie piękne złote liscie i teraz zostały tylko niemal czarne gałęzie. Musi czekać na powrót zielonej sukni.
Dzisiejszą niedzielę mąci tylko ta zamina czasu. Trudno mi się do niej przyzwyczaić , zwykle trwa to około 10 dni. Budzę się o 5, zasypiam za późno , wiec chodzę zirytowana. Zazdroszczę tym , którzy przechodzą ową operację bezboleśnie. A robi się to ponoć dla nas , dla oszczędności energii. Niepojęte. W domu rano jestem krótko, wiec tego prądu nie zużywam zbyt wiele, ale wieczór to inna sprawa. Zamiast o 18 zaświecę o 17 i ładnych kilka godzin  lampy będą świeciły , bogacąc zakłady energetyczne. Mnie nie. Niestety niczego nie zmienię,pozostało tylko przywyknąć.
Wyrzucam z myśli to, na co nie mam wpływu. Postarm się cieszyć ładnym dniem i ciekawą ksiazką.